Eko Uniejów

Eko, czyli na czasie

Żyjemy w czasach, w których bycie eko nie ogranicza się tylko do coraz bardziej mechanicznych czynności, jak segregacja śmieci, oszczędzanie wody i energii. Eko to styl życia, który promuje świadome angażowanie się w rozwiązywanie problemów współczesności.

 

Podróż w stylu Eko

To prawda, że jeszcze do niedawna kiepska komunikacja publiczna, brak ścieżek i wypożyczalni rowerów wręcz zachęcały do używania samochodów. Teraz to się zmieniło. W miastach mamy coraz nowocześniejsze autobusy i tramwaje. W dodatku transport publiczny coraz mniej zanieczyszcza środowisko W wielu miastach rozbudowana została sieć tramwajowa, w niektórych ośrodkach zmodernizowano trolejbusy, a 8 czerwca 2015 r. na ulice Lublina wyjechał pierwszy elektryczny autobus, który stanowi uzupełnienie ekologicznego transportu publicznego w tym mieście.

 

Jeżeli wybierasz się w niezbyt odległe miejsce, wybierz spacer lub jazdę rowerem. Zwłaszcza gdy masz krótką trasę do pokonania – samochód zużywa najwięcej paliwa w czasie rozruchu, poza tym w czasie pierwszego kilometra silnik spala dodatkowo 50% paliwa, a drugiego – 25%. Przebycie 500 m piechotą zajmie tylko 6-7 minut, a przy okazji ruch korzystnie wpływa na zdrowie. Coraz prościej i bezpieczniej można poruszać się na rowerze. Przybywa ścieżek rowerowych i wypożyczalni rowerów miejskich. Wbrew pozorom, rowerzysta wdycha mniej zanieczyszczeń niż kierowca samochodu, bo jego głowa znajduje się wyżej.

 

Niemcy i kraje skandynawskie zaszły już bardzo daleko w inwestowaniu w ekologiczny transport. W maju 2015 r. Norwegowie wodowali pierwszy na świecie prom napędzany energią elektryczną. Zabiera 120 pojazdów i 360 pasażerów. To kolejna granica, która została pokonana w zielonym transporcie publicznym. Intensywne wsparcie rozwoju tego rynku zapowiada rząd niemiecki zarówno poprzez zachęty finansowe dla potencjalnych nabywców, jak i rozbudowę sieci stacji ładowania we wszystkich zajazdach autostradowych.

 

Eko = sprawiedliwie

Zdjęcia z dramatu, jaki 24 kwietnia 2013 r. rozegrał się w Dhace, błyskawicznie obiegły cały świat. Trudno zapomnieć widok zawalonego budynku Rana Plaza, w którym mieściły się fabryki odzieży i walkę ekip ratowniczych próbujących dotrzeć do osób, które przeżyły katastrofę. Niestety bilans był przerażający – pod gruzami zginęło ponad 1,1 tys. pracowników budynku, szyjących ubrania znanych marek odzieżowych z całego świata.

 

Tragedia w stolicy Bangladeszu jeszcze bardziej ożywiła różne inicjatywy, które pomogłyby konsumentom odróżnić ubrania, które powstają z poszanowaniem praw pracowniczych od tych, które powstają w myśl zasady „po najniższych kosztach”. Coraz więcej osób chce wiedzieć, czy przy wytwarzaniu produktów, które kupujemy, nie są wyzyskiwani ludzie. Podobnie jak produkty spożywcze ze znakiem Fair trade, wyroby tekstylne są także specjalnie oznaczane.

Pionierem tego ruchu była pod koniec lat 80. holenderska fundacja Max Havelaar. Jej założyciele wpadli na genialny wówczas pomysł: zaczęli skupować ziarna kawowe bezpośrednio do plantatorów, płacąc im wyższą cenę. W Holandii sprzedawali gotową do konsumpcji kawę po wyższych cenach niż produkty wielkich firm handlujących tą używką. Na paczkach informowali konsumentów, że płacąc więcej, rekompensują wyższe ceny skupu. Przy czym więcej pieniędzy zostaje w kieszeniach producentów. Pomysł i przejrzystość zdecydowały o sukcesie tego przedsięwzięcia. W kolejnych latach pod tą samą marką weszły na rynek kakao, cukier i banany. Fair trade to dzisiaj międzynarodowa koalicja organizacji pozarządowych i producentów w tzw. krajach Trzeciego Świata, wyznających naczelną zasadę, iż człowiek jest ważniejszy od zysku.

 

Siła regionów

Eko to także zakupy w lokalnych sklepach od dostawców z najbliższej okolicy. Bo czy jest sens kupować ziemniaki z drugiego końca Polski (a nawet zagraniczne), gdy w promieniu kilku kilometrów działa kilka gospodarstw rolnych, w których uprawia się ziemniaki? Kupując miejscowe produkty, z jednej strony redukujemy zanieczyszczenie środowiska spowodowane środkami transportu, a z drugiej przyczyniamy się do wzrostu lokalnej przedsiębiorczości.

 

Lokalne produkty szczególnie silnie promowane są w Austrii i Niemczech. Na przykład w niemieckiej Frankonii furorę robi aplikacja na telefony komórkowe i tablety, dzięki której można bez trudu dotrzeć do sklepów oferujących lokalne produkty lub bezpośrednio do producentów. W aplikacji można także znaleźć restauracje, w których podaje się dania kuchni regionalnej w oparciu o miejscowe produkty.

 

Kosz z produktami regionalnymi

W Polsce można już zaobserwować ten trend. Spacerując po centrach Krakowa, Lublina czy Rzeszowa, nasz wzrok przyciągają reklamy kuszące regionalnymi smakołykami. To jeden z pomysłów restauracji, które chcą się odróżnić i przyciągnąć nowych klientów. Niestety nie zawsze brzmiąca swojsko nazwa potrawy zrobiona jest z miejscowych składników. Decydując się na takie danie, warto spytać się o pochodzenie poszczególnych produktów.

Udanego życia „na zielono”!